Święto Niepodleglości
2012-11-11 06:42
Ks. Edward Walewander, KUL
Ojczyzna jest jak matka
Kazanie wygłoszone 11 listopada 2012 r. na mszy św. w kościele p.w. św. Królowej Jadwigi w Lublinie z okazji narodowego Święta Niepodległości.
I. „Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić [wszystkiego] słowami” – czytamy w Piśmie Świętym (Księga Koheleta 1, 8). Nie da się powiedzieć wszystkiego także teraz, gdy w 94. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 r. chcemy dziękować za to Bogu i tym, którzy za wolną Ojczyznę oddali życie, którzy walczyli o nią i pracowali dla jej dobra. Jak wypowiedzieć to wszystko, co jest dla nas dziś istotne; co nas cieszy, a zwłaszcza to, co boli? Niełatwo o tym w dzisiejszej Polsce mówić, bo wielu ludzi ogarnęła dziwna ślepota duchowa, a także swoista głuchota. Najgorsza ślepota jest wtedy, gdy ktoś sam nie chce czegoś widzieć. Stąd też przeżywanie święta narodowego daje nam, zgromadzonym z potrzeby serca w domu Bożym, możliwość odnalezienia i zniszczenia w nas tych pokładów, które niosą zagrożenie nie tylko dla wiary i moralności, ale przede wszystkim dla przyszłości naszej Ojczyzny.
II. Sięgnijmy do Pisma Świętego, wszak ono pozwala najlepiej rozpoznać, co drzemie w konkretnym człowieku, a także w całym narodzie. Święty Jan Ewangelista podkreśla, że Chrystus wie, „co w człowieku się kryje” (J 2, 25). Przywołując to wszystko, co dzieje się dziś w Polsce i co robi władza, nie licząc się w ogóle z wcześniejszymi obietnicami i deklaracjami, możemy powtórzyć za autorem Psalmu 79, który z bólem wyznał: „Staliśmy się przedmiotem wzgardy dla naszych sąsiadów, igraszką i pośmiewiskiem dla otaczających” (Ps 79, 4). Nie szanują naszej elity narodowej, naszych wybitnych rodaków, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Dyktują nam, co mamy robić. Co możemy robić i kiedy.
Tak dzieje się przy szczególnej aktywności naszych sąsiadów z obu stron. Na różne sposoby starają się nas przekonać, że patriotyzm to przeżytek, a nasze najświętsze wartości: Bóg, honor, Ojczyzna, powinny pójść w zapomnienie. Obecnie najważniejsze są wartości europejskie, choć jeszcze nie do końca zdefiniowane, ale nowoczesne, nie stawiające człowiekowi żadnych rygorów moralnych. Obowiązuje zasada: Rób, co chcesz! Rób to, co zapewni ci dobrobyt, wygodę i przyjemność. Nieważne jakimi metodami będziesz osiągał swoje cele. Bylebyś wygrał. Wystarczy PR.
III. Przytoczmy bardzo aktualny przykład z okresu, kiedy Polska po pierwszym rozbiorze chyliła się ku upadkowi. Caryca rosyjska, Katarzyna II, Niemka z pochodzenia, wysłała na zabrane nam ziemie dwóch generałów-gubernatorów: Zachara Czernyszewa i Michaiła Kreczetnikowa. Dała im trzy wskazania: demoralizujcie Polaków, wyludniajcie ich (by nie chcieli mieć dzieci) i zabijajcie ich wiarę. Jako pierwszy „dar” posłała Warszawie duży zastęp prostytutek[1].
Czy historia się nie powtarza? Obecnie człowiek coraz częściej decyduje się na wątpliwe kompromisy z własnym sumieniem. Coraz więcej nadużyć i bezeceństw usprawiedliwia sytuacją społeczno-gospodarczą, różnymi okolicznościami. Niepostrzeżenie życie staje się bardziej świeckie i ma coraz mniej wspólnego z Ewangelią. Bardzo szybko i łatwo, bezrefleksyjnie, odchodzi się od Boga, odrzuca się Dekalog.
Często zabieram głos w sprawach zasadniczych. Dlatego czytam stale między innymi prasę niemiecką. Tam nawet organy lokalne nawołują do miłości kraju, jego bliższych i dalszych regionów. Ceni się pracę dla dobra państwa, kultywowanie tradycji, więzi społeczne
Oto inny przykład, który trzeba wspomnieć może nawet z pewną zazdrością, z podziwem. W czerwcu 2012 r. Wielka Brytania obchodziła 60-lecie panowania królowej Elżbiety II. Obywatele tego kraju i terytoriów zamorskich ścigali się wręcz, by jak najwymowniej okazać władczyni swój szczery szacunek. Są dumni ze swojej ojczyzny, cieszą się, że mają długą tradycję monarchiczną, której nie chcą przerywać.
A my? Kogo możemy obecnie czcić, podziwiać, cenić? Przez kilkadziesiąt lat mieliśmy papieża, Jana Pawła II, jedynego w dziejach Kościoła powszechnego papieża Słowianina, Polaka. Ale gdy odszedł do domu Ojca, szybko zapomniano o Nim w sferze publicznej. Przestano mówić o pokoleniu JP II. To już przeszłość, historia, której młodsi nie znają.
Taki patriotyzm to według medialnych autorytetów zupełna zaściankowość, uznawany tylko przez „niewykształconych z małych miast”. Bycie Polakiem to obciach. Nie jest żadną chlubą, zwłaszcza w opinii mediów, które nie są w naszych rękach. Zabierane jest nam codziennie to wszystko, co powinno być strzeżone jako najcenniejszy skarb: własna historia i polska tożsamość, duma, że jesteśmy z tej ziemi, na którą przed ponad tysiącem lat zstąpił duch Boży. Naród nasz wiele wycierpiał, ale też odniósł wielkie zwycięstwa. Nigdy nie był agresorem. Bóg i Maryja, królowa Polski, niech nas nadal mają w swej opiece!
Na zakończenie obchodów rocznicowych w Londynie jeden z przemawiających pozdrowił licznie zebranych widzów słowami: „God bless you!”. Co by było, gdyby u nas, jeszcze w katolickim kraju, choćby na jakimś festiwalu ktoś zawołał ze sceny: „Niech was Bóg błogosławi!”? Ale by się działo!
IV. Znowu powtórzmy błagalne słowa psalmu: „Nie pamiętaj nam win naszych [Boże], niech rychło przyjdzie ku nam miłosierdzie Twoje: bo bardzo jesteśmy słabi” (Ps 79, 8). Podobnie brzmią słowa z kolejnego natchnionego tekstu Pisma Świętego. „Wzbudź Twą potęgę i przyjdź nam na pomoc! O Boże, odnów nas i okaż Twe pogodne oblicze, abyśmy doznali zbawienia!” (Ps 80, 3-4).
Wzruszające i aktualne dla nas dzisiaj jest słowo z Pierwszej Księgi Królewskiej. Można je odnieść do biedy, jaką Polska odziedziczyła po 1918 r. Mimo to z Bożą pomocą powstała do samodzielnego politycznego bytu.
Głodny prorok Eliasz poprosił biedną wdowę o chleb. „Na to odrzekła – jak czytamy - >>Na życie Pana, twego Boga, już nie mam pieczywa, tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę, przyrządzę sobie i memu synowi strawę. Zjemy to, a potem pomrzemy<<” (1 Krl 17, 11-12).
Czy to wyznanie nie przypomina sytuacji wielu potrzebujących, żyjących dzisiaj obok nas i z nami?
Mąż Boży, znając wszechmoc Jahwe, powiedział kobiecie: „>>Nie bój się! Idź, zrób, jak rzekłaś; tylko najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i wtedy mi przyniesiesz. A sobie i swemu synowi zrobisz potem<<” (tamże, 13).
Ważny jest tu drugi człowiek. Nie możesz nigdy o nim zapomnieć. Bóg nie da się prześcignąć w hojności. Zawsze wynagrodzi służbę bliźniemu.
W dalszej części Pierwszej Księgi Królewskiej znajdziemy zawsze aktualne i ważne słowa: „Poszła i zrobiła, jak Eliasz powiedział, a potem zjadł on i ona oraz jej syn, i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza” (tamże, 15-16).
V. Kiedy w 1918 r. odzyskaliśmy niepodległość, sytuacja była podobna do opisanej w Pierwszej Księdze Królewskiej. Polska nie zerwała jednak łączności z Bogiem. Pozostała Mu wierna. Jędrzej Moraczewski, premier pierwszego rządu odrodzonej Rzeczypospolitej, dokonał rzeczowej analizy sytuacji polskiej, jaką zastał w 1919 r. obejmując urząd:
„Żaden kraj nie został wskutek wojny tak zniszczony, jak Polska. Przeszło ćwierć miliona budowli leży w gruzach lub zupełnie nie istnieje. Pocisk armatni, ogień, mina, pożoga, ręka żołnierska niszczyły cztery lata miasta, miasteczka i wsie. Kanalie z całego świata zwaliły się do Polski i rabowały ją doszczętnie. Rabowało cofające się wojsko rosyjskie pod pozorem ewakuacji, rabowali >>nasi oswobodziciele spod ciemnej gwiazdy<<: Niemcy, Madziarzy i Austriacy, rabują niezgorzej Ukraińcy. [...] Śmiało można przyjąć, że zużyto, zabrano, zniszczono lub wywieziono z Polski przeszło 1 000 000 ładunków wagonowych bydła, maszyn, surowców i towarów wszelkiego rodzaju, oprócz olbrzymiej ilości zboża, drzewa i produkcji górniczej. Jasną jest rzeczą, że wskutek tego zniszczono na długi czas przemysł, zrujnowano poważnie rolnictwo. Bezrobocie i głód są u nas tedy nie chwilowym, ale długotrwałym, a więc bez porównania groźniejszym zjawiskiem niż w innych krajach Europy”[2].
Skutkiem takiego stanu rzeczy była bardzo słaba kondycja zdrowotna społeczeństwa, zwłaszcza dzieci, młodzieży i nauczycieli. Najbardziej bolesną stratą dla Polski była śmierć lub zaginięcie ponad 400 tys. mężczyzn z trzech zaborów, którzy podczas pierwszej wojny światowej byli zmuszeni do bratobójczej walki w obcych armiach. Wojna z Rosją sowiecką i walki o granice zachodnie pochłonęły kolejne 100 tys. istnień ludzkich; drugie tyle było rannych. W domach polskich pozostały przeważnie tylko matki z dziećmi, przeważnie wdowy. Biedy, sieroctwa czy półsieroctwa doznawały polskie rodziny już od pierwszego rozbioru, od 1772 r.
Mimo tak trudnych warunków bytowych i wielu konfliktów pokolenie Polaków żyjące w niepodległej Polsce cechowała ogromna wrażliwość społeczna i poczucie pełnienia misji. Od 1918 r. prawie do końca lat dwudziestych panował wyjątkowy entuzjazm pedagogiczny, jakiego nie było od czasów Komisji Edukacji Narodowej (1773-1794). Miało to duży wpływ na kondycję całego społeczeństwa. Wzrastała w nim siła ducha, która motywowała je do wielkiego wysiłku na rzecz odrodzenia kraju i całego narodu.
VI. Wróćmy do bardzo aktualnych słów z dzisiejszej Ewangelii. Jest tu mowa o wyższej warstwie społeczeństwa żydowskiego, o uczonych, którzy „z upodobaniem chodzą [...] w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach” (Mk 12, 38-39).
Czyż nie przypomina to nam postawy niejednego utytułowanego człowieka, który mówi, że jest katolikiem, ale w imię „wolności i postępu” opowiada się za aborcją, za in vitro, za zabijaniem najbardziej bezbronnych? Nie przeszkadza mu to przystępować publicznie do Komunii Świętej, na oczach zgorszonych katolików. W istocie jest to naruszenie nauki Kościoła, wprowadzanie ludzi w błąd. Taką postawę Chrystus wyraźnie potępił i odrzucił.
Co powinniśmy robić dzisiaj? Jaką zająć postawę? Takie pytania cisną się nam na usta, kiedy obchodzimy kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
VII. Powinniśmy jak najwięcej uczyć się od kapłana Starego Testamentu, Judy Machabeusza, który w obliczu niszczenia, grabienia i opanowywania swego kraju, Izraela, przez obcych Greków, razem ze swoimi braćmi stwierdził, że zło przebiera miarę i trzeba ratować ojczyznę. „Jeden do drugiego mówił: >>Przeciwstawmy się zniszczeniu naszego narodu. Walczmy w obronie naszego narodu i świętości!<< Zgromadzili się więc wszyscy – jak czytamy w rozdziale III Pierwszej Księgi Machabejskiej - by być gotowi do walki, a także by się modlić i prosić o łaskę i zmiłowanie” (Mch 3, 42-44).
Te słowa w dzisiejszej rzeczywistości polskiej są dla nas wyzwaniem, byśmy ratowali to wszystko, co jeszcze da się uratować. Nie dajmy się zmanipulować! Nie dołączajmy się do niszczenia tych, którzy na falach eteru podejmują szeroki program pedagogizacji narodu! Robią to najlepiej jak tylko potrafią. Chyba są bardzo potrzebni i skuteczni, bo inaczej nie zwalczano by ich z taką zaciekłością. Czy ktoś przecina trociny? Nikt. Bo one nic nie znaczą. Przecina się piękne bale drzewa, bo są potrzebne, użyteczne. Podobnie jest z medium toruńskim. Niszczy się je, bo jest dobre, coś wnosi. Gdyby nie ono, nie wiedzielibyśmy nic o tym, co nam zagraża. Nasi, robiliby całkiem bezkarnie wszystko, co tylko by chcieli. Teraz jeszcze się trochę liczą. Kto ma uszy do słuchania, niech słucha. Niech patrzy, co się dzieje. A przede wszystkim niech myśli!
Aby przeciwstawić się złu, trzeba zerwać z bezmyślnością. Tylko wtedy będzie można wyrwać zło z oblicza ziemi. Kto tego w porę nie zrobi, do tego zło samo przyjdzie i go zaatakuje. Wtedy będzie już za późno na obronę. Trzeba tak czynić i tak wybierać, by naszego dziedzictwa nie wzięli „ciemni, mali ludzie”[3], jak ostrzegał nas, Polaków, nasz narodowy poeta Adam Mickiewicz, kiedy byliśmy w niewoli zaborców.
VIII. Z naszej polskiej literatury można by dawać wiele pouczających przykładów, potrzebnych nam dzisiaj, ale jej znajomość i znaczenie coraz bardziej maleje wskutek tzw. reformy nauczania. Henryk Sienkiewicz włożył takie słowa w usta ks. Kamińskiego, który w kolegiacie stanisławowskiej przemawiał na pogrzebie pana Michała Wołodyjowskiego, bohatera wiekopomnej Trylogii:
- „Panie pułkowniku Wołodyjowski! [...].
- Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! [...] Nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?
Wezbrały rycerskie piersi i płacz powszechny zerwał się w kościele, i zrywał się jeszcze kilkakrotnie, gdy ksiądz cnotę, miłość ojczyzny i męstwo zmarłego wysławiał, a i kaznodzieję porwały własne słowa. Twarz mu pobladła; czoło okryło się potem, głos drżał. Uniósł go żal nad zmarłym rycerzem, żal nad Kamieńcem, żal nad zgnębioną [...] Rzecząpospolitą, i taką wreszcie kończył swoją mowę modlitwą:
- [...] Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje [...]. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o Panie, teraz opór [...] stawi? Jakie wojska [...] wojować [...] będą? Ty, dla którego nic nie jest w świecie zakryte. Ty wiesz najlepiej, że nie masz nad naszą jazdę! Która ci, Panie, tak skoczy, jako nasza skoczyć potrafi? Takichże obrońców się pozbywasz, za których plecami całe chrześcijaństwo mogło wysławiać imię Twoje? Ojcze dobrotliwy! nie opuszczaj nas! okaż miłosierdzie Twoje! ześlij nam obrońcę, [...], niech tu przyjdzie, niech stanie między nami, niech podniesie upadłe serca nasze, ześlij go, Panie!...”[4].
Słowa te powinny być i dla nas programem postępowania teraz, gdy Ojczyzna jak matka wymaga naszej szczególnej troski. Amen!